Destrukcja Gazy zaczęła rozbijać utrwalony po prawej stronie amerykańskich mediów konsensus dotyczący Izraela. Obrazy zburzonych miast, głodu i śmierci palestyńskich dzieci sprawiły, że część środowiska MAGA zaczęła pytać, czy bezwarunkowe wspieranie rządu izraelskiego rzeczywiście służy Stanom Zjednoczonym i czy daje się pogodzić z deklarowanym chrześcijaństwem. Badacze i komentatorzy mówią już o wyraźnym pokoleniowym i ideologicznym pęknięciu amerykańskiej prawicy. Najbardziej wyrazistą postacią tego buntu stał się Tucker Carlson. Ten dawny gospodarz programu w Fox News, a obecnie niezależny podcaster, odrzuca tradycyjny republikański język, według którego interes Izraela niemal automatycznie pokrywa się z interesem Stanów Zjednoczonych. Pyta, dlaczego Amerykanie mają finansować izraelskie wojny, narażać swoich żołnierzy w konflikcie z Iranem i podporządkowywać politykę zagraniczną celom rządu Benjamina Netanjahu. Rozmawia z palestyńskimi chrześcijanami, zwraca uwagę na niszczenie ich wspólnot i atakuje syjonizm chrześcijański używając argumentów religijnych. W swoich programach przedstawiał świadectwa palestyńskich chrześcijan, mówił o niszczeniu kościołów i pytał, dlaczego amerykańscy chrześcijanie finansują państwo krzywdzące wspólnoty obecne w Ziemi Świętej od pierwszych wieków chrześcijaństwa. W 2026 roku określił nawet proizraelską religię obywatelską mianem „Israelism” – chrześcijaństwa pozbawionego Nowego Testamentu – i zarzucał części pastorów używanie Biblii do usprawiedliwiania wojny.
Carlson jest dla mnie postacią niejednoznaczną, do której zachowuję nieufność. Z jednej strony podejmuje odważną i – jak na warunki amerykańskiej prawicy – zaskakująco szczerą krytykę zaangażowania Stanów Zjednoczonych po stronie Izraela, czy chociażby oficjalnej narracji wokół 9/11, ale z drugiej strony łączy to z łatwowiernością wobec biblijnych teorii spiskowych. W swoim programie na poważnie rozmawia o Potopie, biblijnych olbrzymach czy istnieniu przedpotopowej zaawansowanej cywilizacji. Udostępnia swoją ogromną platformę ludziom przedstawiającym biblijne opowieści i spekulacje okultystyczne jako wiedzę o rzeczywistych dziejach świata. No ale w tym sensie ja również mogę być postacią niejednoznaczną dla wielu odbiorców: w swoich mediach społecznościowych prowadzę radykalny protest przeciwko ludobójczej destrukcji Gazy i apartheidowemu systemowi rządów w Izraelu, a równocześnie od wielu lat krytykuję polski antysemityzm jako autor kampanii „Tęsknię za Tobą, Żydzie”. Dla części odbiorców te dwie postawy mogą być sprzeczne. Być może we współczesnym świecie uczciwość musi być niejednoznaczna.
Drugą taką postacią był Charlie Kirk, założyciel Turning Point USA, jednej z najważniejszych organizacji mobilizujących młodą prawicę. Przez większą część kariery uchodził za zdecydowanego zwolennika Izraela i obrońcę „judeochrześcijańskiego” sojuszu. Ostatnio jego stanowisko zaczęło się jednak zmieniać. Kirk zaczął publicznie kwestionować izraelską narrację dotyczącą 7 października. Zwracał uwagę, że Izrael jest państwem wyjątkowo silnie strzeżonym, wyposażonym w rozbudowany system wywiadowczy i kontrolę graniczną, dlatego skala oraz czas trwania ataku Hamasu wydawały mu się trudne do wyjaśnienia wyłącznie zaniedbaniem. Sugerował możliwość celowego zaniechania reakcji i wskazywał, że atak pozwolił Benjaminowi Netanjahu wyjść z głębokiego kryzysu politycznego oraz uzyskać pretekst do rozpoczęcia niszczycielskiej operacji w Gazie. Krótko mówiąc, sugerował, że ten atak mógł być operacją fałszywej flagi. Natomiast inwazję Izraela na Gazę Kirk zaczął określać jako czystkę etniczną. Samo wypowiedzenie takich opinii przez wpływowego konserwatystę oznaczało zerwanie z dotychczasowym tabu amerykańskiej prawicy. Kirk znalazł się pod presją zamożnych proizraelskich darczyńców Turning Point USA. Podczas spotkania w Hamptons mieli oni domagać się, by zaprzestał krytykowania Izraela, przypominając mu o finansowej zależności organizacji od ludzi silnie związanych z syjonizmem. Kirk miał odmówić podporządkowania się, powołując się na zasadę „America First” oraz wolność słowa. Szczegóły tego spotkania nie zostały w pełni zweryfikowane. Po śmierci Kirka Candace Owens ujawniła esemesa, w którym Charlie tłumaczył się współpracownikom, że będzie musiał porzucić poparcie dla Izraela, co wiązać się będzie z dotkliwą karą finansową:
„Właśnie straciłem kolejnego wielkiego żydowskiego darczyńcę. Dwa miliony dolarów rocznie, ponieważ nie chcemy odwołać Tuckera”.
Dodał, że nie pozwoli się zastraszać. Autentyczność wiadomości potwierdził rzecznik Turning Point USA Andrew Kolvet. Chodziło o to, że Kirk odmówił usunięcia Tuckera Carlsona z listy prelegentów jednego z wydarzeń Turning Point USA. Carlson był już wtedy jednym z najważniejszych konserwatywnych krytyków bezwarunkowego poparcia dla Izraela. Dla części proizraelskich darczyńców samo udostępnianie mu sceny oznaczało przekroczenie granicy. Według późniejszych doniesień darczyńcą, który wycofał dwa miliony dolarów rocznie, miał być przedsiębiorca Robert Shillman, choć nie został on nazwany w samej rozmowie. Wiadomość pokazuje trzy rzeczy. Po pierwsze, Turning Point USA było finansowo zależne od bardzo zamożnych darczyńców proizraelskich, którzy próbowali wpływać na dobór zapraszanych komentatorów. Po drugie, Kirk zaczął postrzegać ten nacisk jako niedopuszczalny: poparcie dla Izraela miało oznaczać nie tylko przyjęcie określonego stanowiska, lecz także wykluczenie Carlsona i prawdopodobnie Candace Owens z debaty. Po trzecie, można w tym zobaczyć skalę finansowej zależności amerykańskich komentatorów i influencerów od proizraelskiego lobby. Po prawej stronie amerykańskiej sceny politycznej zarysowuje się konflikt pomiędzy bazą społeczną niechętną zagranicznym wojnom a elitami finansującymi prawicowe instytucje i oczekującymi bezwarunkowego poparcia dla Izraela.
W miesiącach przed morderstwem Kirk wszedł znacznie głębiej w krytykę Izraela, punktując odpowiedzialność IDF za destrukcję Gazy. Jego postawa zbliżyła go do Carlsona i Candace Owens, którzy później przedstawiali jego przypadek jako przykład kary wykonanej na konserwatyście za przekroczenie granicy dopuszczalnej krytyki Izraela. W sumie są to jednak głosy na puszczy. W badaniu Pew z kwietnia 2026 roku wyszło, że biali ewangelicy uczęszczający regularnie do kościoła znacznie częściej słyszeli od duchownych słowa poparcia dla Izraela niż jego krytykę: 24 procent respondentów zetknęło się z poparciem, a tylko 1 procent z krytyką. W maju 2026 roku 57 procent białych ewangelikałów nadal pozytywnie oceniało rząd Izraela, a 74 procent miało pozytywny stosunek do Izraelczyków.