Nowe Jeruzalem Trumpa i Kushnera

Syjonizm chrześcijański wpływa na to, jak znaczna część amerykańskiej prawicy rozumie interes narodowy. Wyjątkowo kontrowersyjna i sprzeczna z prawem międzynarodowym decyzja Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniesieniu tam ambasady USA została Amerykanom przedstawiona jako realizacja ustawy Kongresu z 1995 roku, ale jednocześnie spełnia jeden z najważniejszych postulatów środowisk ewangelikalnych. Zgodne z ich oczekiwaniem było także uznanie izraelskiej suwerenności na Wzgórzach Golan i wycofanie Stanów Zjednoczonych z porozumienia nuklearnego z Iranem. Badacze amerykańskiego syjonizmu chrześcijańskiego uznają te decyzje za najważniejsze polityczne sukcesy tego ruchu. W drugiej administracji Trumpa związek ten stał się jeszcze bardziej bezpośredni. Ambasadorem USA w Izraelu został Mike Huckabee, baptystyczny pastor i wieloletni zwolennik osadnictwa na okupowanym Zachodnim Brzegu. Huckabee odrzucał nawet samo określenie „Zachodni Brzeg”, posługując się biblijnymi nazwami Judea i Samaria. Jego nominacja pokazała, że język religijnej geografii może zostać przeniesiony wprost do amerykańskiej dyplomacji. Po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku amerykańskie wsparcie wojskowe i dyplomatyczne umożliwiło Izraelowi prowadzenie długotrwałej wojny w Gazie. Izraelska ofensywa zniszczyła znaczną część zabudowy Gazy i doprowadziła do wielokrotnego przesiedlenia większości jej mieszkańców. Według informacji Ministerstwa Zdrowia w Gazie do lipca 2026 roku liczba zabitych Palestyńczyków przekroczyła 73 tysiące w tym dziesiątki tysięcy dzieci. Dane te są przytaczane przez międzynarodowe agencje. Zestawienie nie dzieli wszystkich zabitych na cywilów i członków ugrupowań zbrojnych, co izraelskie władze wykorzystują do podważania interpretacji tej liczby jako liczby ofiar cywilnych.

Już w 2025 roku Donald Trump zaczął majaczyć o przejęciu przez Stany Zjednoczone kontroli nad Strefą Gazy i przekształceniu jej w „Riwierę Bliskiego Wschodu”. Ten groteskowo przerażający pomysł zakłada całkowite przeprojektowanie palestyńskich terytoriów w nadmorską strefę turystyczną, inwestycyjną i technologiczną… z pięknymi polami golfowymi dla Trumpa. W jednym z planów rozważanych przez pomarańczowego potwora Gaza miała zostać objęta co najmniej dziesięcioletnim amerykańskim zarządem powierniczym, a cała jej ponad dwumilionowa ludność przesiedlona… w pizdu. Przepraszam za wyrażenie, ale nie potrafię inaczej o tym pisać. Trzęsie mnie na samą myśl, że tego rodzaju obłąkańcze pomysły rodem z III Rzeszy mogą się pojawiać w przestrzeni publicznej światowej polityki i być na spokojnie słuchane przez polityków różnych państw. Trump bredził też o zamknięciu Palestyńczyków w strefach wewnątrz terytorium Gazy, czyli w gigantycznych więzieniach. Jako żywo przypominają się tu nasze refleksje dotyczące Raju i Piekła. Wyobraźnia apokaliptyczna znowu szuka dla siebie materializacji. Autorzy dokumentu nazywali ten proces „dobrowolną relokacją”, choć dotyczył ludzi, których domy zostały wcześniej zniszczone bombami i którzy nie mieliby dokąd wrócić. 

W styczniu 2026 roku podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Jared Kushner, zięć Trumpa, deweloper i jego “doradca do spraw Bliskiego Wschodu”, ja cię przepraszam, przedstawił projekt „New Gaza”. Na ekranie pojawiły się komputerowe wizualizacje wieżowców, nowych osiedli, parków, centrów danych, stref przemysłowych, portu, lotniska i luksusowej zabudowy całego wybrzeża. Niemal całą linię brzegową oznaczono jako obszar turystyczny, na którym mogłoby stanąć do 180 wysokościowców. Plan obiecywał ponad sto tysięcy mieszkań, pół miliona miejsc pracy i wzrost gospodarki Gazy do 10 miliardów dolarów do 2035 roku. Kushner oznajmił, że „nie ma planu B”, choć nie wyjaśnił, gdzie w czasie budowy mieliby mieszkać Palestyńczycy ani kto zachowałby prawa własności do gruntów. Można się jedynie domyślać, że Kushner chciałby zatrudnić Palestyńczyków jako sezonową tanią siłę roboczą przy swoim projekcie deweloperskim, żeby zabudowywali ruiny po własnych domach jego wizją Raju. Co za podła kreatura!

Najbardziej uderzające jest potraktowanie Gazy jak pustej działki budowlanej. Na wizualizacjach nie ma historii miejsc, dotychczasowych dzielnic ani praw ich mieszkańców. Nie rozstrzygnięto, kto będzie właścicielem nowych apartamentów, co stanie się z uchodźcami posiadającymi dokumenty do zburzonych nieruchomości ani czy mieszkańcy będą mogli decydować o ustroju odbudowanego terytorium. Plan zakładał w praktyce wymazanie istniejącej tkanki miejskiej i postawienie na jej miejscu nowego miasta. Nawet mapy i obrazy promocyjne powstały bez konsultacji z Palestyńczykami, których miała dotyczyć cała operacja. A mówimy o obszarach, które są jednymi z najstarszych ośrodków cywilizacyjnych wschodniej części Morza Śródziemnego, leżącymi na szlaku łączącym Egipt z Lewantem. Strefa Gazy przechodziła kolejno przez epoki kananejską, filistyńską, hellenistyczną, rzymską, bizantyjską, islamską, mamelucką i osmańską. Jeszcze do niedawna istniały tam (czy nadal istnieją?) między innymi pozostałości starożytnego portu Anthedon, klasztor św. Hilariona, Wielki Meczet Omara – wzniesiony w miejscu wcześniejszej świątyni i kościoła – cerkiew św. Porfiriusza, pałac Paszy, zabytkowe łaźnie, targ Al-Kajsarijja oraz odkryte niedawno rzymskie cmentarzysko. UNESCO potwierdziło uszkodzenie dziesiątek stanowisk archeologicznych, budowli sakralnych i historycznych domów, dlatego projektowanie „Nowej Gazy” na ruinach oznaczałoby nie tylko wywłaszczenie jej mieszkańców, ale również przykrycie deweloperską zabudową wielowarstwowej pamięci miejsca, którego zabytki są absolutnie bezcenne! 

Ale dla tych dwóch amerykańskich miliarderów tego rodzaju sprawy nie stanowią żadnej przeszkody. Mamy tu do czynienia z barbarzyństwem najczystszej postaci. Teść Kushnera wpadł na pomysł utworzenia Rady Pokoju, która miałaby stać się politycznym zapleczem tego zbrodniczego pomysłu. Włosy stanęły mi dęba jak się dowiedziałem, że akces do tego czegoś zgłosił polski prezydent Karol Nawrocki – sam znany zresztą z zapędów do handlu nieruchomościami, szczególnie z ludźmi niedołężnymi. Radę przedstawiono eufemistycznie jako “ciało zarządzające zawieszeniem broni i odbudową Gazy”, lecz projekt statutu nadawał jej znacznie szersze kompetencje w rozwiązywaniu konfliktów na świecie. Trump wykazywał tu dalej idące ambicje stworzenia alternatywy dla ONZ, którego finansowania Amerykanie od pewnego czasu odmawiają. Miał pozostawać jej przewodniczącym, a w kierownictwie znaleźli się między innymi Jared Kushner, sekretarz stanu Marco Rubio, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair i prezes Banku Światowego Ajay Banga. W radzie nie zapewniono natomiast równorzędnej reprezentacji samych Palestyńczyków, bo i po co? Niech to będzie wieczna hańba dla Blaira. 

Poszła plotka, że każde państwo musiało wpłacić miliard dolarów, ale się okazało, że państwa mogły otrzymać trzyletnie członkostwo bez takiej wpłaty, natomiast miliard dolarów dawał miejsce stałe. Podczas pierwszego posiedzenia Rady w lutym 2026 roku Trump zadeklarował bez uzgodnienia z Kongresem, że Stany Zjednoczone przekażą 10 miliardów dolarów hojną ręką szaleńca z publicznych pieniędzy. Dziewięć innych państw zadeklarowało łącznie około 7 miliardów dolarów, między innymi Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Arabia Saudyjska. Powstała w ten sposób osobliwa organizacja pokojowa przypominająca klub inwestycyjny pod indywidualnym zarządem Donalda: państwa o największych zasobach mogły wykupić trwałą pozycję przy stole. 

Cały projekt ma charakter głęboko kolonialny, widzimy to bez lupy. Amerykański prezydent i jego zięć przedstawili się jako zarządcy obcego terytorium – a dlaczego? No bo to i tak tylko nikomu nie potrzebne zgliszcza. Natomiast jego mieszkańców potraktowali jako problem logistyczny, bo to biedaki bez domów. Namioty można przecież postawić gdzie indziej, na przykład w Egipcie. I w ogóle, czemu Egipt nie otworzył jeszcze przejścia na granicy ze Strefą Gazy!? Dziwne! Czy Arabowie nie mogliby przyjąć Arabów, żeby rozwiązać problem Kushnera, Trumpa i Natanyahu? 

W lipcu 2026 roku okazało się zresztą, że ten “największy międzynarodowy projekt w historii świata” jest zwyczajną hucpą, a Bank Światowy poinformował, że deklarowanych miliardów nie ma. Rada zrezygnowała więc z pełnego planu przebudowy całej Gazy i ograniczyła się ponoć do niewielkiego projektu pilotażowego w rejonie Rafah. Ale nawet ten ograniczony projekt spotkał się z krytyką jako możliwa forma trwałego zamknięcia wysiedlonych Palestyńczyków w kontrolowanym obozie. Wygląda więc, że cała ta Rada to kompromitacja.