Pamięć to Pasożyt – Rafał Betlejewski o nowej książce

Pasożyt to moja pierwsza powieść. Napisałem ją między 2010 a 2013 rokiem i odłożyłem do szuflady zajęty projektami bardziej palącymi. Nie byłem wtedy gotowy, by tę powieść wydać. Zdawała mi się nieskończona. Od tego czasu przerobiłem ją wielokrotnie, przepisałem, zredagowałem, radykalnie skróciłem, by wydobyć to, co zdawało mi się najistotniejsze.

Pasożyt to moja próba wyrażenia narodowej psychozy i dotarcia do źródeł narodowego okrucieństwa. To próba odnalezienia źródeł narodowego etosu, które znajdują się w ciemnej piwnicy.

Pasożyt

49,00 99,00 

W swojej debiutanckiej powieści autor stawia diagnozy dotyczące polskiej mentalności i podświadomości, rozwijając jednocześnie historię Michała Olendra, krakowskiego artysty malarza, który wikła się w romans z dużo młodszą dziewczyną z prowincji. Pipcia, bo takie imię otrzymuje dziewczyna w akademiku ASP, roztacza nieodparty czar seksualny, który wpycha Olendra w głębokie rozterki i powoduje niepewność.

Kim jestem? 

Wikipedia przedstawia mnie jako performera, co dla wielu osób może być niejasne. Performer kojarzy się im z pajacem. Tymczasem jest to dość ciekawe i specyficzne zajęcie. 

W moim wydaniu performance polega na tropieniu ukrytych mechanizmów społecznych, które są odpowiedzialne za kształt świata, w którym żyjemy. Robię to poprzez tworzenie przedstawień (zdarzeń), które mogą te mechanizmy demaskować. Zacząłem od postawienia sobie pytań o zjawisko tożsamości, a następnie związane z nim pojęcia prawdy i fałszu. Kim jestem naprawdę, kogo gram, jakich narzędzi używam, kto mną steruje. Inaczej mówiąc, poprzez eksperymentowanie z żywym organizmem życia społecznego i indywidualnego starałem się zrozumieć i uwidocznić mechanizmy funkcjonujące podskórnie, nieświadomie po to, by uzyskać nad nimi jakąś kontrolę, poszerzyć przestrzeń wolności.

Odkrycie przemocy

Drążąc palcem warstwę zwyczajnej powierzchowności (fasady) właściwie od razu natknąłem się na zjawisko okrucieństwa. W Warszawie są nimi ślady po kulach karabinowych na fasadach domów. W mieszkaniu na Powiślu miałem przestrzeloną na wylot balustradę balkonu. Zaciekawiły mnie te ślady oraz architektoniczna dziwaczność miasta, która wydała mi się zdeformowanym ciałem, jakby odrośniętym po brutalnej amputacji.

“Kule leciały jak żywy płomień”

Co tu się zdarzyło? – zastanawiałem się spoglądając w oczy starych ludzi w parku. Odkryłem szybko, że w głowach wielu warszawiaków siedzi zagnieżdżona pamięć o niewyobrażalnym wręcz horrorze. O ludziach płonących żywcem, zgwałconych kobietach wyrzucanych przez okna, ludziach mordowanych w piwnicach, o walce wręcz, na pręty stalowe, na siekiery, na pazury. Stałem jak skamieniały słuchając wspomnień ocalonych, przetrwałych, którzy w oczach noszą obrazy niecywilizowane. “Kule leciały jak żywy płomień”, mówiła do mnie stara kobieta odsłaniając zabliźnioną dziurę w obojczyku, jakby kawał ciała wyżarł z niej żelaznym dziobem ptak.

Następnie odkryłem Zagładę. Zjawisko którego skala przerasta możliwości percepcyjne pojedynczego człowieka. Okrucieństwo, które ma jeszcze wymiar tajemnicy i winy. Współsprawstwo – to słowo przeszkadza nam, Polakom, w pełnym i uczciwym spojrzeniu w rany zadane nam w sposób najbardziej perfidny i zdradziecki, gdyż przy użyciu najbardziej podłego podstępu: rasizmu. Mało tego – odkryłem jeszcze jeden ciekawy mechanizm, który nazwałem „aktywnym zapominaniem”, a który opisał w swojej wspaniałej książce „Wielki Retusz”, Tomasz Żukowski. 

Tego się nie da odzobaczyć

Te wielkie historie, te koszmarne doświadczenia, które historycy ujmują w statystyki i procesy, ja poznawałem jako człowiek, artysta, dziennikarz, który widzi to przez oczy ofiar, przez indywidualne opowieści, przez spotkania w miejscach, w których się dokonywały – i powiem tak: tego się nie da odzobaczyć. Nie sposób się otrząsnąć po jednej choćby opowieści usłyszanej wprost od warszawskiego Powstańca wygłoszonej w warszawskiej piwnicy, gdzie spośród zdetonowanych granatami trupów czternastolatek wygrzebał żywego wuja…

Ale to nie był koniec. Przypadkowo poznana dziewczyna, Agnieszka Pajurek, opowiedziała mi, jak była gwałcona przez ojczyma. Ojczyma, który przedstawił się jej jako Bóg. 

Opowieść Agnieszki otworzyła przede mną kolejną otchłań cierpienia: seksualnej przemocy. Jej najbardziej przerażającym wymiarem jest molestowanie dzieci, istot bezbronnych i zdradzanych przez ludzi, którzy mają się nimi opiekować. Natomiast najbardziej zaskakującym odkryciem jest powszechność doświadczenia przemocy wśród współczesnych Polek. A to odkrycie jest na wyciągnięcie ręki: wystarczy zwrócić się do kobiet we własnym otoczeniu z pytaniem o to doświadczenie, by usłyszeć drastyczne historie.

20 lat takiej pracy doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem. To nie było pajacowanie do muzyki, tylko ciężki trening z obserwacji, odzierania i myślenia. W ciągu tych lat natknąłem się na wiele zjawisk niepokojących, zakopanych pod powierzchnią polskiej codzienności, a które można by określić wspólnym mianem „przemocy”. Przemocy wobec dzieci, kobiet, zwierząt, przyrody i siebie nawzajem, wobec mniejszości seksualnych, religijnych, przemocy ukrytej, cichej… narodowej. Najwłaściwszym symbolem tej przemocy jest ciało Jezusa na krzyżu. 

Moja diagnoza

Do napisania Pasożyta wyszedłem od takiej diagnozy: 

Polska współczesność, nasze nerwowe i wściekłe odruchy, nasz pełen niechęci i wulgarności język, brak serdeczności i całkowity kryzys wzajemnego zaufania, pełne paniki reakcje na płynące z zagranicy zarzuty, prostackie oskarżenia jakie kierujemy do siebie nawzajem, pogarda jaką serwujemy innym narodom, strach z jakim bronimy się przed przyjęciem ofiar światowych konfliktów, niskie poczucie własnej wartości i brak wiary w nasze siły wskazują na to, że jesteśmy narodem zgwałconym.

Zgwałconym okrutnie. Narodem, który zachował pamięć o tym zgwałceniu w najgłębszych strukturach swojego organizmu. To ta nieuleczona trauma zatruwa polskie relacje w przestrzeni publicznej jaki i prywatnej. Pamięć traumy nazywam pasożytem. I tu dochodzę do pomysłu na książkę. 

Pasożyt pamięci – pomysł na książkę

Pamięć traumy to pasożyt, który wstrzykuje w nas raz po raz dawki swojej strychniny. Dostajemy od tego skurczów i spazmów, podskoków i konwulsje, a wtedy przypominamy, my, Naród, animowanego prądem Zombie. Rzucamy się z łapami i lecimy z wrzaskiem, słowami tniemy powietrze, zdziwieni po chwili własnym zachowaniem. Nasza zbiorowa wyobraźnia jest pod wpływem bardzo silnych stymulantów, które unoszą ją w świat halucynacji i złudzeń. Naszym chlebem powszednim jest fantazmat. Ojczyzna, Jezus, Świętość, Flaga – to ikonografia tej halucynacji. A jej napędem jest strach. Stąd te chochole tańce wokół żołnierzy wyklętych, grobów Katynia i Wołynia, stodoły w Jedwabnem, kazamatów więzienia na Rakowieckiej itd. stąd nasza chorobliwa skłonność do narodowej nekrofilii i rozgrzebywania grobów – w sensie jak najbardziej dosłownym. Stąd wieszane na płotach zdjęcia zakrwawionych płodów, stąd powracające żądania rozkopania mogiły w Jedwabnem, czy ekshumacje smoleńskie. Czy dziwią doniesienia, że w latach pięćdziesiątych wieśniacy rozgrzebywali zbiorowe groby Treblinki? Że handlowano prochami Żydów, a przepłukane w poszukiwaniu złotych zębów trafiły na nasze pola i dały nam mąkę na opłatki? Narodowa wyobraźnia polska nakierowana jest na śmierć, a narodową ambicją jest przedwcześnie wpełznąć do grobu i zostać uznanym za nieboszczyka. Najlepiej za życia. To jedyne godne Polaka miejsce: narodowa krypta.

Proszę spojrzeć na Jana Pawła II – oto Polak, któremu udało się wpełznąć do narodowej krypty za życia. 

Krypta jako Pizda

Moje eksperymenty dały mi jeszcze jedno odkrycie: narodowe okrucieństwo rozładowuje się w Kobiecie. To ciało Kobiety wchłania narodową agresję. Język, symbolika, mitologia religijna, zabobon oraz praktyka przemocy ma swój cel w Kobiecie. To kobieta… a dokładniej jej pochwa wchłania w siebie codzienne i przeszłe polskie okrucieństwo.

To odkrycie może wydawać się groteskowe, ale groteskowe nie jest. Wszystko, co nam „zrobiono”, zostało ukryte w kobiecych ciałach. Moja diagnoza brzmi tak: my, Polacy, jesteśmy zakładnikami tego, co nieświadome. Jesteśmy więźniami zapomnianego. 

Narrator powieści wypowiada tę prawdę w takich słowach: Polacy nie wiedzą, że ich kraj został zrodzony z okrucieństwa wstrzykniętego w Pizdę. 

Powieść alegoryczna

Wbrew temu, czego domaga się narrator na samym początku powieści, by wszystko o czym opowiada uznać za prawdę, nic w tej historii prawdą nie jest. Nie chcę podawać czytelnikowi prostego klucza, gdyż taki nie istnieje, ale mogę uprzedzić, że opowiadana w powieści historia służy zbudowaniu scen, które mają wydobyć na powierzchnię jej warstwę alegoryczną. W tym sensie starałem się tą powieścią stworzyć dzieło sztuki, wyjść poza malarstwo figuratywne. Jak artysta tworzę alegorie, a moim zdaniem najbardziej wyrazistą alegorią współczesnej Polski jest alegoria Pizdy jako grobowej krypty, Kurwy jako świętej ofiary, pamięci jako pasożyta, świni jako mężczyzny i burdelu jako źródła narodowego etosu, traumy jako grzybicy ściennej. 

Powieść przedstawia jedyną funkcjonalną relację między mężczyznami i kobietami: nienawiść i przemoc. 

Czym jest Pasożyt?

Pasożyt jest listem napisanym do zbrodniarza, który nas zgwałcił i zostawił. Listem, który trzeba przeczytać na głos i spalić, by proces leczenia i wychodzenia z traumy mógł się zacząć. Po to też napisałem tę powieść: by wyrazić okrucieństwo, które nas dotknęło i by móc na nie wreszcie spojrzeć. Tylko w taki sposób, my, Polacy, możemy zacząć proces leczenia. Ktoś jednak musiał postawić diagnozę i tym kimś chcę być ja.

Powieść nie zawiera żadnych wątków biograficznych, żadnych odniesień do życia autora, nie jest osadzona w realiach miasta – jest opowieścią całkowicie wymyśloną. Także budynek ASP, który jest jednym z bohaterów dramatu, nie jest autentycznym budynkiem ASP w Krakowie.  

Treść powieści

Rzecz się dzieje w Krakowie w środowisku artystycznym. Kraków gra tutaj rolę miasta „wszędzie”. Miejscem dramatu jest akademik ASP, który gra rolę „budynku pamiętającego”. Historia rozgrywa się na trzech planach czasowych: narrator impotent funkcjonuje w roku 2012. Leży na szezlongu otoczony przez ukraińskie Kurwy i relacjonuje wydarzenia z roku 1992, a historia łapie swój właściwy kontekst w roku 1942, kiedy mężczyźni prowadzili otwartą wojnę przeciwko kobietom. 

Głównym bohaterem jest artysta malarz Michał Olender, którego poznajemy jako niepewnego siebie asystenta na krakowskiej ASP. Olender wiedzie przeciętne życie artystycznego hipokryty. Na plenerze wyjazdowym w Szydłowcu poznaje czternastoletnią dziewczynę, której niezwykły erotyzm go obezwładnia. Oszalały z namiętności porywa ją do Krakowa, gdzie razem zamieszkują w akademiku ASP. Przejęty tym, co ludzie mogą sobie pomyśleć, nie jest w stanie wejść w relację seksualną z małoletnią dziewczyną i rozpoczyna grę pozorów, która maskuje jego impotencję. Natomiast Pipcia – jak ją ochrzci akademik – rzuca się w wir życia towarzyskiego. Olender nie jest w stanie ani zapanować nad niezwykłym czarem dziewczyny ani stać się dla niej mężczyzną. Wszystkie jego lęki i niepewności się potęgują. W tym samym czasie na ścianie akademika ASP pojawia się pasożyt – paskudny ścienny grzyb. Pipcia ma dość nędzy i niezdarności Olendra, więc gdy poznaje słynnego krytyka sztuki z Warszawy i postanawia odejść. Olender nie może jej na to pozwolić – w akcie desperacji tyranizuje dziewczynę i ukrywa ją za szafą w swoim pokoju.
Od tej chwili Olender zmienia się w krakowskiego guru artystycznej bohemy. Dziennikarka Urszula zaczyna odkrywać ciemną tajemnicę akademika, który w czasie okupacji był nazistowskim burdelem. Okazuje się, że Olender jest z tą przeszłością ściśle powiązany.

Książkę “Pasożyt” Rafała Betlejewskiego możesz zamówić w naszej księgarni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *